niedziela, 12 lipca 2015

i'm not in danger, i am the danger

    „Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą  na powierzchni stawu
– A. Sapkowski
















Noctis Caelum. 

wampir / true blood / 142 lata / telepatia / teleportacja / klasa wieczorowa 



Ten średniego wzrostu młodzieniec wbrew otoczce normalności zwykł wzbudzać mieszane uczucia wśród towarzystwa. Nieuzasadniony lęk, niezdrowe zaintrygowanie. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że nie ma w nim nic wyjątkowego; kruczoczarne kosmyki włosów okalające twarz w lekkim nieładzie, pospolicie szaro-niebieskie tęczówki oczu i jasna cera, która wbrew naturze Noctisa nie razi chorobliwą bladością i szczupłe, wysportowane ciało.  Kim więc jest i dlaczego czasami niektórym się wydaje, że jednym spojrzeniem jest w stanie na wskroś przejrzeć ich duszę i przewertować najskrytsze myśli? 

Noctis to wampir czystej-krwi mający dość niesztampowe podejście do świata reguł stworzonego przez wyniosłą rodzinę – sam sobie wytycza zasady, a te są dalece odległe od tego czego po nim oczekiwano. 
Dość szybko odciął się od szlachetnego rodu Caelumów i można by przypuścić, że nie chce mieć nic wspólnego ze swoją familią, gdyby nie fakt, że ani na moment nie rozstaje się z opatrzonym herbem rodziny* sygnetem, od czasu do czasu zawieszając na nim pełen odległej zadumy wzrok. 

Powiedzenie, że jego osobowość jest złożona to za mało, a gdyby jego drugim imieniem musiało być coś, co go znakomicie określa zapewne padłoby na „blef”. 
Łączy w sobie wiele sprzeczności, przebiera pośród rozmaitych masek, za którymi skrywa swoje prawdziwe intencje i najwyraźniej znakomicie bawi się niepewnością napotykanych ludzi czy wampirów. 
Swawolny buntownik, który swoją wyższość wyraża nie poprzez status, a poprzez intelekt oraz liczne sprawiające mu wiele uciechy intrygi. 
Umiłował sobie zabawę słowami, mieszanie prawdy z kłamstwem i niebezpieczne balansowanie na pograniczu tego, co oddziela dobrą zabawę od bezpośredniego ryzyka. 
Korzysta pełnymi garściami z własnych atutów i wnikliwie docieka słabości innych. 
Ma wiele tajemnic i żadnej z nich nie pozwoli ujrzeć światła dziennego; na większość z nich składają się wydarzenia z odległej przeszłości. 

Ciężko zdobyć szczerą sympatię Noctisa wbrew temu, co ma do pokazania światu jest zdystansowany, nieufny i wycofany. Jest osobistością bardzo egotyczną o mocno wątpliwym kręgosłupie moralnym.

* – sygnet przedstawia tarcze. Jej centralny punkt zajmuje symbol drzewa życia, po uważnym przyjrzeniu się można również dostrzec dwa kruki po obu stronach herbu. Ptaki zaczerpują z nordyckiej mitologi i reprezentują Myśl (Hugin) i Pamięć (Mumin). Drzewo życia może natomiast nasuwać skojarzenie z chrześcijańskim Edenem, jednak w tym przypadku jego znaczenie ogranicza się do pojęcia nieśmiertelności. 

[KP postaram się rozbudować jeśli zajdzie taka potrzeba. Być może wraz z rozwojem postaci (która, przyznam, nie została jeszcze przeze mnie w pełni doszlifowana) dodam tu parę szczegółów na temat przeszłości Noctisa i rozwinę opis jego umiejętności.
Tymczasem zapraszam do wszelkich wątków. Jestem też chętny na wszelakie powiązania.]


5 komentarzy:

  1. (Jestem za. Zaproponuj jakieś miejsce, gdzie można by zacząć. )

    OdpowiedzUsuń
  2. Minęło kilka dni od przeprowadzki nim ten zaczął cokolwiek robić prócz zwykłej wegetacji. Nie mógł się przyzwyczaić do nowego otoczenia, gdzie kompletnie nikogo nie zna. Żeby samo miejsce było powodem do stresu. Inni ludzie, inna kultura, wszystko robią inaczej co go przyprawiało o ponury humor. Poczynając od picia herbaty, bo jest za słaba i bez mleka. Ludzie są jacyś mało mili, paniują se i panują, czego on nie zna... Musi się w końcu przyzwyczaić do tego. Spędzi tu trochę czasu.
    Zebrał się w końcu, by zwiedzić całą szkołę, był na hali sportowej, wszystkich korytarzach, no prócz wielkiej zagadki jaką jest skrzydło księżycowe. No tam to i tak nie wejdzie. A biblioteka? No przeogromna! Jest tam chyba wszystko i co dziwne, dużo książek o wampirach. No jemu to odpowiadało, ale było i tak zagadką, tym batdziej że to szkoła jednak. Poczynając na historii sławetnego Vlada Tepesa, jakieś mitologia w których się one pojawiały, dokumenty o historiach wampirów. Opisy o wampiryźmie w dzisiejszych mass mediach, jak się wyobrażenie zmieniało o nich. No wszystko. I tak nie zmierzał nic na razie wypożyczać.
    Wczesny wieczór nie skłonił go jednak do wrócenia do akademika, mimo braku pogody było jednak ciepło, więc postanowił pozwiedzać okoliczne tereny zielone. Już samo to, że jest ponuro tam poprawiło mu trochę humor. Zadowolony założył słuchawki na uszy i stwierdził w głębi siebie ze smutkiem, że nie przeszkadzają mu kolczyki które zawsze to robiły, które ojciec mu zabrał. Z jego super wyszukanego wyglądu zostały mu tylko okulary, które faktycznie miały korygować wzrok, nie tylko wyglądać. Wszystkie jego świecidełka poszły w pizdu! No tylko ankh mu został, ale to jak go schował przed ojcem to nawet nie chce se przypominać. I tak musi go ukrywać. Zaciągnął kaptur na głowę siwej bluzy i wszedł do lasu.

    (Pisane na szybko, bo do pracy muszę szybko uciekać)

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Bardzo chętnie. Mógłbyś rozpocząć? ]
    | Catreena

    OdpowiedzUsuń
  4. Nazarij westchnął z ulgą gdy tylko porzucił swój bagaż w przydzielonym mu pokoju. Nie to, żeby waga dużej torby przewieszonej przez ramię stanowiła dla niego szczególnie upierdliwy problem, bo przecież czym to kilkanaście kilogramów ciuchów, kosmetyków i książek mogło być dla młodego wilkołaka w pełni sił?
    Chłopak najzwyczajniej w świecie nie lubił, gdy coś majtało mu się pod ręką, ograniczając tym samym swobodę ruchu. Przy okazji nieustannie doświadczał złudnego wrażenia, że każde postawienie tego niewdzięcznego balastu może zakończyć się jego nieodwracalną zgubą, a tego z całą pewnością wolał uniknąć.
    Tak więc pozostawiwszy rzeczy w bezpiecznym miejscu, ruszył długim korytarzem w celu zapoznania się z nowym otoczeniem. Z zaciekawieniem studiował zabytkowe ramy zdobiące stare ściany wnętrza budynku. Niemal w każdej z nich dostrzegał obrazy przedstawiające ponure twarze zupełnie nieznanych mu ludzi. Mimo iż wiedział, że dzieła sztuki należą do świata rzeczy nieożywionych, to czuł na sobie wyimaginowane spojrzenia, wprawiające go w paranoidalny niepokój osoby śledzonej.
    Z błogą satysfakcją przyjął fakt, że w końcu znalazł się na szczycie szerokich schodów, z których zejście dzieliło go od ogromnych, misternie wyrzeźbionych drzwi prowadzących wprost na niewielki dziedziniec akademika.
    Minął je nieco przyspieszonym krokiem i już po chwili jego oczom ukazał się perfekcyjnie przystrzyżony trawnik w kształcie równego okręgu, przeciętego iksem kamiennych ścieżek.
    Centrum tego boleśnie symetrycznego placu stanowiła niewielka fontanna, przedstawiająca postać syreny zastygłej w pozycji z jedną ręką wyciągniętą wysoko ku górze, a drugą natomiast przytrzymującą mosiężny dzban z którego sączyła się woda. Nazarij musiał przyznać, że choć z marmuru to miała całkiem niezłe piersi. I brzuch. I biodra. Tylko ten ogon był taki.. zniechęcający.
    Potrząsnął głową rozbawiony swoim osobliwym zainteresowaniem wobec owego majstersztyku, po czym w całkiem dobrym humorze ruszył w kierunku widocznego z oddali masywnego mostu. Z zadowoleniem wdychał czyste powietrze i delektował się ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. Natura zawsze była bliska jego dzikiemu sercu i z całą mocą wołała go już od najmłodszych lat. W szumie koron drzew, który dla zwykłych ludzi stanowił jedynie tło codziennej egzystencji słyszał głosy dawnych plemion, odległy w czasie śpiew ptaków i żałosne wycie wilków, które wędrowały po ziemi wieki przed jego narodzeniem. Myślami znów przemierzał nierówne tereny Gór Stołowych, przemykając jak cień pomiędzy drzewami, jeżąc sierść na karku w porywach ekscytacji i polując na tamtejszą zwierzynę.. O tak, ciężko będzie mu przywrzeć do ludzkiej części swojej tożsamości na dłużej- jak tylko o tym pomyślał, wilk w jego wnętrzu zaskomlał cicho w akcie bezradności.
    Teraz świetny nastrój, który jeszcze przed chwilą wypełniał Nazarija ustąpił miejsca nostalgii i niepewnym rozważaniom na temat tego, co przyniosą najbliższe miesiące pobytu w akademii.
    W pewnym momencie autorefleksje młodego Rosjanina musiały ulec rozproszeniu pod wpływem nagłego uderzenia. Ocknąwszy się, podniósł spojrzenie swoich szmaragdowych tęczówek, które do tej pory bezmyślnie rejestrowało monotonny obraz przesuwającej się pod butami gleby i z zaskoczeniem odnotował, że już jest po drugiej stronie mostu, niemalże u samych murów uczelni, a obiekt który miał czelność zablokować mu drogę, teraz stał z nim niemal nos w nos. Niemal, bo był od niego zdecydowanie niższy.
    Nazarij już miał uraczyć go kilkoma ekspresyjnymi kurwami, jednak w ostatniej chwili coś go powstrzymało. Ciemne włosy oraz specyficzna aura chłopaka na którego wtoczył się całą swoją masą wydała mu się dziwnie znajoma.
    -To Ty..! Jak ci tam.. Noric? Nordic? Novic?- próbował sobie przypomnieć, a imię które niedawno poznał nieprzyjemnie drażniło koniec jego języka- Chyba Cię już tu widziałem..?

    OdpowiedzUsuń