Nazarij Smirnow




Nazarij Smirnow
wiek: 22 lata
rasa: wilkołak
pochodzenie: Góry Skaliste









"Kiedy jednak zorientujesz się, 
że wilk jest w tobie, zrozumiesz, 
że nie uciekniesz. I że nikt, kto cię kocha, 
nie zabije tego wilka, bo on jest częścią ciebie. 
Każdy widzi w nim twoją twarz. 
I nie naciśnie na spust."


Niektórzy mogliby rzec, że Nazarij już od samego początku miał wszystko. Urodził się bowiem jako syn Rusłana Smirnowa, przywódcy potężnego klanu, który do Gór Skalistych przywędrował z dzikich ostępów północnej części Rosji. Nigdy nie zaznał więc ani głodu, ani zimna. Chroniony przed wszelkim złem okrutnego świata, pierwsze lata swojego dzieciństwa przeżył pod czujnym okiem swojej matki, Wassy, która była kobietą łagodną i czułą. Zawsze dbała, żeby jej synowi niczego nie brakowało, a gdy zaczął dorastać z daleka nadzorowała jego śmiałe poczynania z rówieśnikami. Wieczorami rozpieszczała ciepłym kakao i całowała obite kolana mówiąc z troską, że przecież nic takiego się nie stało. Ojciec patrzył na to wszystko z niesmakiem, którego nawet nie starał się ukryć ani przed samym Nazarijem, ani przed nikim innym. Uważał, że Wassa jest dla niego zbyt miękka i że nazbyt się nad nim roztkliwia.
Sam traktował syna stosunkowo chłodno, ograniczając się do niezręcznej wymiany zdań, najczęściej podczas pór wspólnych posiłków. 
Wbrew wszelkim obawom Rusłana, Nazarij z roku na rok stawał się coraz bardziej charyzmatycznym i pewnym siebie chłopcem. Mogłoby się zdawać, iż miał wrodzone zdolności przywódcze, co wyraźnie objawiało się podczas zabaw z innymi dziećmi- zwykle był prekursorem nowych i nie zawsze bezpiecznych eskapad, w których to bezapelacyjnie dyktował role swoim kompanom, a przy tym potrafił sprawić, że każdy był zadowolony.
Nazarij szybko zaczął dojrzewać, co przejawiało się nie tylko nagłymi zmianami nastroju, czy nieprzewidywalnymi napadami złości, której często towarzyszyła agresja wobec otaczających go przedmiotów, ale i pierwszymi symptomami młodzieńczego buntu. Umiłował sobie łamanie wszelkich zakazów i z upodobaniem namawiał do tego samego swoich kolegów.
Coraz częściej zdarzało mu się opuszczać ściśle wytyczone granice wioski i wypuszczać się na samotne wędrówki po rozległym lesie. Wtedy też na własną rękę uczył się polować, a chwytanie i zabijanie szybkich zajęcy, wiewiórek czy ptactwa sprawiało mu dziwną, satysfakcjonującą przyjemność płynącą gdzieś z głębi jego jestestwa i powoli budziło w nim instynkty, o które jeszcze niedawno nawet by się nie podejrzewał.
Niemalże każdy akt nieposłuszeństwa młodego Smirnowa miał swoje nieprzyjemne zakończenie w postaci ostrej reprymendy ojca, przed którym chłopiec czuł przytłaczający respekt.
Wysłuchiwał treści dotyczących go win ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w podłoże. Nie śmiał odezwać się słowem, nie dyskutował i z pokorą przyjmował karę. Jednak jego ego cierpiało. Wilk, który był jego częścią cicho powarkiwał i jeżył się sprowadzony do parteru.
Nazarij szanował swojego ojca, był mu posłuszny (przynajmniej w chwilach bezpośredniego kontaktu),  a nawet czuł przed nim swego rodzaju lęk, ale w głębi serca kiełkowało w nim przeświadczenie, że go nie kocha, a jedyną więzią jaka ich łączy jest bierne poddaństwo wynikające z panującej w watasze hierarchii.
Gdy skończył dwanaście lat coraz częściej rezygnował z towarzystwa rówieśników na rzecz swoich odosobnionych wypraw do dziczy. Stał się bardziej introwertyczny i drażliwy, a to z kolei sprawiało, że większość jego dotychczasowych znajomych wolała schodzić mu z drogi aniżeli narażać się na wybuchy gniewu, o które w tym okresie jego życia było nietrudno.
Ojcowskie represje przybierały na sile proporcjonalnie do ilości i jakości wyskoków Nazarija, kumulując w nim samym jeszcze większe pokłady złości.
W końcu przyszedł taki dzień, w którym to Rusłan zarządził, że wyśle syna na jakiś czas do swojego brata samotnie mieszkającego kilka kilometrów wgłąb puszczy. Nie robił tego bynajmniej dlatego, że nie radził sobie z własnym dzieckiem. Był człowiekiem inteligentnym i spostrzegawczym, posiadającym nieocenioną mądrość życiową. Wiedział, że Nazarij potrzebuje teraz wyciszenia i czasu na poradzenie sobie z instynktami, które silnie zaczynały w nim dojrzewać. Wyciszenie, które miał na myśli Alfa nie miało nic wspólnego z życiem wioski pulsującym głosami i zapachami oraz ogólną dynamiką nielicznych ulic. Uważał, że pobyt z dala od tego całego zgiełku przysłuży się młodemu Smirnowowi i pomoże mu w jakimś stopniu zapanować nad burzą emocji rozdzierającą go od środka.
Nie trzeba było wiele czasu by okazało się, że decyzja Rusłana jak zwykle była słuszna.
W domu wuja Naumowa Nazarij poznał chłopca, który był jego zupełnym przeciwieństwem. Cicha i spokojna natura Kayena miała zbawczy wpływ na jego nerwy, które już coraz rzadziej dawały o sobie znać. Mimo widocznych zmian w zachowaniu dwunastolatka, zamiłowanie do nielegalnych przygód wcale nie zmalało, a wręcz przeciwnie- przybrało na sile motywowane czystą chęcią zaspokojenia potrzeby ruchu i wrażeń, a nie wyładowania złości.
Towarzystwo Kaia także robiło swoje. Sprawiało, że Nazar czuł się komuś potrzebny. Jako ten starszy i zaprawiony już w leśnych podbojach pokazywał nowemu przyszywanemu bratu jak cicho poruszać się pośród obfitej roślinności i jak stąpać po miękkiej ściółce by nie płoszyć zwierząt. Razem wymyślali też absurdalnie ryzykowne zabawy polegające na przykład na podkradaniu się do niczego nieświadomych turystów zwiedzających Góry Skaliste, którzy nieco nastraszeni obracali się z niepokojem i snuli swoje przypuszczenia na temat tego co czai się w gęstwinie. Ku uciesze chłopców łapali się za ręce i kłócili o to, kto będzie szedł na samym końcu.
Inną, ale również lubianą przez nich rozrywką jaką mógł dostarczyć las było podpuszczanie i drażnienie dużych drapieżników pokroju pum czy niedźwiedzi, choć zaczepianie potężnego jelenia o budzącym respekt porożu rozpościerającym się na długość bliską metra również było satysfakcjonujące.
Nazarij wiedział, że wuj Naumow często przymyka oko na ich mniej szokujące wyczyny, ale mimo to bardzo doceniał w Kaiu, którego szybko zaczął traktować jak własnego brata, zdolność do inteligentnego odwracania kota ogonem i wywijaniu się z opresji jaką była potencjalna kara. W przyszłości miał jeszcze wiele się od niego w tej kwestii nauczyć.
W odludnej przystani wujka Naumowa chłopcy spędzili jeszcze dwa lata swojego życia, a potem zostali odprowadzeni do wioski, gdzie obaj zamieszkali w rodzinnym domu Smirnowa.
Czternastoletni wówczas już Nazar z początku nie mógł na powrót przywyknąć do cywilizacji, do głosów dobiegających zewsząd i do zatrzęsienia postaci w okół. W końcu przez długi czas był tylko on, Kai i wuj. Twarze dzieciaków z którymi niegdyś się bawił, teraz wydawały się być zmienione i obce, jednak nie wzbudzały w nim już żadnych negatywnych emocji. Wkrótce obaj nastolatkowie zaczęli uczęszczać do jedynej, miejscowej szkoły. Nazarij odnawiał stare kontakty, lecz wciąż najbardziej cenił sobie towarzystwo swojego brata.
Znów stał się duszą towarzystwa cenioną wśród rówieśników za pewny siebie sposób bycia i silny temperament. Choć nie był już tym samym ciężkim do opanowania dzieciakiem, to wciąż sprawiał trudności wychowawcze. Wszędzie było go pełno, a każdy szkolny żart z miejsca stawiał go na pozycji głównego podejrzanego, który ewentualnych współwinnych najzwyczajniej w świecie wmanipulował w swoje intrygi.
W miarę upływu lat Nazarij powoli przestawał być chłopcem i stawał się młodym, silnym i przez ogół płci żeńskiej uważanym za atrakcyjnego mężczyzną. Zawsze był wysoki- w wieku niespełna siedemnastu lat, liczył sobie blisko metr osiemdziesiąt pięć wzrostu. Dzięki nieprzeciętnej aktywności fizycznej, na którą składało się nie tylko bieganie po trudnych terenach, ale i pływanie czy częste wspinaczki, jego ciało stało się niezwykle sprawne i atletyczne. Choć jego mięśnie nie sprawiały wrażenia szczególnie pokaźnych rozmiarów, to jednak były doskonale widoczne pod skórą, zwłaszcza gdy chłopak znajdował się w ruchu.
Długie czerwone włosy sięgały już niemal połowy szczupłych pleców i Nazarij ani myślał o tym żeby to zmienić. Często wplatał w nie pióra drapieżnych ptaków i nie lubił by ktoś przy nich majstrował.
Pierwszą osobą, której zezwolił na swobodne dotykanie swoich włosów była Inerr. Poznał ją dzięki Kaiowi w jednej z ostatnich klas i od razu zauważył w niej coś, czego nie miała żadna inna z dziewczyn z którymi dotąd obcował. Wtedy też przeżył swoje pierwsze i jak do tej pory jedyne zauroczenie. Nigdy jednak nie odczuwał potrzeby by zwierzać się z tego komukolwiek, nawet swojemu bratu. Tak więc ciepłe uczucie jakim darzył tą drobną, czarnowłosą istotę ograniczyło się do sekretnego wzdychania w jej stronę i nadmiernego zaprzątania sobie nią myśli.
Obecnie Nazarij ma już dwadzieścia dwa lata. Jest podobnie jak jego ojciec niezwykle inteligentnym człowiekiem, choć cała jego zdolność analizy, kojarzenia faktów i przebiegłość nierzadko przyćmiewane są przez porywczość od zawsze cechującą jego niespokojną naturę.
Nie raz i nie dwa był wdzięczny Kayenowi za łagodzenie wybuchów, do jakich doprowadzały go niektóre sytuacje. 
Gdy udało mu się dostać do Straży, co wiąże się z obejmowaniem odpowiedzialnego stanowiska, uświadomił sobie, że brat jest mu wręcz niezbędny do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, zwłaszcza zważywszy na fakt, że osoba jego ojca od pewnego czasu coraz bardziej zaczynała go irytować. A działo się tak dlatego, że Rusłan niestrudzenie przypominał mu o jego nieuchronnym przeznaczeniu jakim miało być odziedziczenie statutu Alfy, do którego Nazar nie bardzo się kwapił. Nie czuł się na siłach by wziąć na swoje barki ciężar aż tak autorytatywnego stanowiska.
Ku niezadowoleniu przywódcy watahy, jego syn wraz z dwójką swoich przyjaciół, został wybrany przez radę społeczeństwa do misji polegającej na infiltracji i doprowadzeniu do upadku nowo powstałej szkoły o osobliwej nazwie New Age Academy. Według starszych w całym tym przedsięwzięciu głębszy interes mają znienawidzeni przez nich krwiopijcy, co stanowi potencjalne zagrożenie.
W mniemaniu Rusłana, jego syn, Nazarij Smirnow, prawowity następca nie powinien szlajać się na odległych misjach i pozostać na miejscu w celu przyuczenia się do wykonywania przyszłych obowiązków. Na szczęście dla młodego członka Straży decyzja o jego wyruszeniu na misję została rozporządzona na podstawie większości głosów rady i wstawiennictwu wuja Naumowa, który również był poważanym autorytetem.

3 komentarze:

  1. [Poproszę. Ale zacznij jeśli łaska. :D]

    Noctis

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Zainteresowana. Jakie miejsce na rozpoczęcie by Ci odpowiadało? ]
    | Catreena

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Żadna to wizja - czysty spontan. c: ]
    Pogoda gwałtownie zmieniając swoje oblicze prognozowała na dzisiejsze popołudnie deszcz. Zasnute (jeszcze przed sekundą błękitne) puszystymi chmurami niebo ciemniało coraz bardziej wykluczając z podniebnego spektaklu słońce. W takich momentach Catreena czuła się znów jak w domu - w Irlandii. Nigdy nie uważała Kanady za swój dom. W milczeniu i rozpaczy przyjęła wiadomość o wyprowadzce z ukochanego kraju. Problemy zaczęły się w momencie, gdy ojciec postanowił wysłać ją do elitarnej szkoły z internatem. Kłótniom, wyzwiskom, trzaśnięciom drzwi i dźwięków tłuczonych naczyń nie było końca. W momencie, gdy siedziała w "swoim" pokoju w Akademii żałowała, że nie uciekła z domu tak jak groziła rodzicom przed wyjazdem, lecz wszyscy doskonale wiedzieli, że tego nie zrobi. Tamte momenty wydawały się odległe jak nigdy przedtem. Czuła, jakby okres z przed wyjazdy do Akademii był innym życiem - nie jej życiem, lecz kogoś całkowicie obcego. Westchnęła głęboko nadal z głowa zwróconą w stronę okna. Ciemna zasłona, jak kurtyna w teatrze, nadciągała nad szkołę. Rudowłosa uśmiechnęła się kącikiem ust, gdy widok odgrzebał w odmętach jej pamięci wspomnienie, do którego tak uwielbiała wracać. Ona, jej babka, deszcz i stary aparat, który niemal rozpadał się w rękach. Przy każdej ulewie wychodziły z domu, by stawić czołu rozgoryczonej naturze. Doskonale pamiętała niesamowite zdjęcia krajobrazów przysłoniętych firaną deszczu. Uśmiech na jasnej twarzy poszerzył się i dziewczyna energicznie zeskoczyła z łóżka. Porwała aparat i czarny płaszcz, który ubierała w biegu schodząc pośpiesznie ze schodów korytarza. Wyskoczyła na zewnątrz jak nigdy przedtem entuzjastycznie. Stawiając szybkie kroki po żwirowym podłożu poczuła pierwsze, chłodne krople deszczu na policzku. Zdążyła w samą porę. Ulewa przybrała na sile, gdy dziewczyna przekroczyła pierwsze drzewa w parku. Zatrzymała się na ścieżce i odwróciła się, by spojrzeć na przebytą drogę, która teraz ginęła za gęstym deszczem. "Pstryk" i pierwsze zdjęcie zapisało się na karcie pamięci. Teraz szumowi opadającej wody co chwila towarzyszyło ciche pstryknięcie aparatu. Całkowicie pochłonięta i coraz bardziej zmoknięta wędrowała głębiej w las napawając się pogodą, która w Irlandii gości niemal co chwila. Powoli chciała się zbierać, gdy wena twórcza wyczerpała się niemal całkowicie jednak coś kazało jej przystanąć. I po chwili dowiedziała się co. Nie dostrzegła go wcześniej co było dość dziwne, bo jego czerwone, płomienne włosy i wysokie, smukłe ciało powinno zwrócić jej uwagę. A jednak chłopak stojący pod drzewem ukazał jej się dopiero teraz. Nie patrzył na nią, co postanowiła wykorzystać. Przybierający na sile deszcz i szarość panująca wokół nich sprawiła, że Cat na nowo przyłożyła wizjer aparatu do oka, wyostrzyła przybliżony zoomem widok i zrobiła zdjęcie, które zajmie honorowe miejsce w jej "deszczowym albumie". Uśmiechnęła się z wciąż przystawionym do twarzy aparatem i opuściwszy go dopiero zauważyła, że nieznajomy na nią spogląda. Zdziwiona rozwarła lekko usta i otworzyła szerzej bursztynowe oczy. Klejące się od wody rude kosmyki konkurowały o jaskrawszy kolor z jej jasnym rumieńcem, który wystąpił nagle. - Ja, ekhem.. - zatkało ją czując w głowie nagłą pustkę. - Przepraszam. - minęła chwila nim zdołała to z siebie wykrztusić.

    | Catreena

    OdpowiedzUsuń